Czyli jak sprawić by naprawdę dobre narzędzie do budowania sieci kontaktów, wykorzystać w zły sposób?

Często spotykam się ze stwierdzeniem, że networking to złe narzędzie, które nie działa. Zarabiają na nim tylko wydawcy wizytówek, sprzedawcy wizytowników i ewentualnie restauratorzy. Sama byłam już na niezliczonej ilości tego typu spotkań, dlatego chciałam podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami na temat networkingu.

Co takiego sprawia, że to doskonałe narzędzie jest nieefektywne i zaczyna kojarzyć się z syzyfową pracą?

Zacznijmy od Syzyfa. Syzyf to tragiczna postać z mitologii greckiej. Król bardzo lubiany przez Bogów, którzy zapraszali go na swoje uczty na Olimpie. Tam, jak to bywa i na dzisiejszych imprezach, aż huczało od plotek, których Syzyf chętnie słuchał. Pewnego dnia, zdradził jednak poufny sekret Zeusa. Od tego czasu bóg chciał go uśmiercić, jednak sprytny Syzyf, za pomocą kilku forteli, uciekł. Żył jednak w ukryciu. Po wielu latach odnaleziony przez bogów, został skazany, nie na śmierć, a na wieczną i bezużyteczną pracę. Do końca swojego życia miał wtaczać na szczyt ogromnej góry wielki głaz, który tuż przed wierzchołkiem wymykał mu się z rąk i staczał na dół i Syzyf rozpoczynał swoje ciężkie i nikomu niepotrzebne zadanie od początku.

Spotkania networkingowe (częściej w środowiskach kobiecych), przeradzają się, jeśli nie w plotkowanie, to coś w rodzaju small talk’ów czyli pogaduszek, które niczemu nie służą. Wspaniale jest spotkać cudownych ludzi, posłuchać o tym co robią i w kuluarach wyrazić swój zachwyt, wymieniając się kontaktami. Po przyjściu do domu i kilkudniowym, nerwowym zerkaniu na telefon po raz kolejny można przeżyć frustrację z powodu tego, że nie jest się wystarczająco: dobrym/ zgrabnym/ znanym / kompetentnym (wpisz dowolne słowo). Albo zapłakać nad brakiem w swoim portfolio fantastycznego produktu/ usługi, która „sama” się sprzedaje.

Zatem jeśli networking ma być wymianą „plotek” – nie będzie działał!

Wróćmy do Syzyfa. W wielu podręcznikach rozwojowych jest napisane, że podstawą sukcesu jest konsekwencja w działaniu. Czy zawsze? Jeśli by tak było, to Syzyf byłby pierwszy, który odniósł spektakularny sukces. Tymczasem jest symbolem, powtarzania bezsensownych czynności. Ja też na początku popełniałam błąd – postanowiłam konsekwentnie, raz w tygodniu chodzić na różne spotkania networkingowe, poznawać ludzi, opowiadać o sobie, o tym co robię i zbierać wizytówki. Po kilku miesiącach takiej determinacji okazało się, że tylko portfel mam coraz chudszy i bliskie relacje do nadrobienia (o stercie prania, prasowania czy sprzątania, nie wspominając). Determinacja i konsekwencja w działaniu była (nawet wizytówki mam odpowiednio opisane i uporządkowane), ale nie przybył mi z takich spotkań ani jeden klient! Zatem nawyk toczenia głazu przez Syzyfa nie miał kompletnego sensu?

Jeśli nawyki nie działają, to znaczy, że najwyższy czas włączyć myślenie – Po co to robię? Co pragnę osiągnąć?

Zatem jeśli networking ma być tylko konsekwentną wymianą wizytówek – nie będzie działał!

I jeszcze o Syzyfie. Syzyf obracał się generalnie w swoim środowisku. Wspólnocie królów i bogów olimpijskich. Może i dobrze się bawił na tych ucztach, ale czy tego właśnie pragnął najbardziej? Przeanalizowałam sytuację, w końcu głupia nie jestem i postanowiłam zmienić taktykę. Skoro i tak spotkania networkingowe generują pewne koszty, to zacznę chodzić na warsztaty połączone z wymianą kontaktów! W ten sposób zyskam nową wiedzę i poznam nowych ludzi. Niby nie głupi pomysł, ale…wszystko nadal kręciło się w moim środowisku: coachów, trenerów, doradców. Wprawdzie czasami dowiadywałam się czegoś nowego, ale z reguły wiedza na takich spotkaniach była dla mnie czymś oczywistym, a z nowo poznanymi ludźmi co najwyżej wymienialiśmy się naszymi doświadczeniami dotyczącymi metod pozyskiwania nowych klientów. Postęp? Pozorny.

Zatem jeśli networking ma być tylko poznawaniem ludzi ze swojej branży – nie będzie działał!

Wyczerpując tragiczną postać Syzyfa można by jeszcze dodać (niech się przyzna ten, któremu się to nie zdarzyło), że:

Jeśli networking ma być tylko pójściem na dobrą kolację – nadal nie będzie działał!

Jeśli networking ma dać Ci poczucie, że aktywnie poszukujesz klientów – wciąż nie będzie działał!

 

A co łączy Syzyfa i net (zgodnie z tytułem tego wpisu)?

Otóż inną stroną tego samego medalu – jest networking sieciowy w Internecie. Wykorzystywanie bardziej biznesowych portali typu GoldenLine, LinkedIn, Profeo, Biznes.net, Xing, Hi5, Blue Chip Experts, Naymz, Plaxo Pulse, Viadeo, czy ostatnio prężnie rozwijającego się Firmbook, lub mniej biznesowych portali społecznościowych typu Facebook, Nasza Klasa, Spinacz.pl, Grono, Bebo, My Space ewentualnie Twittera, tylko i wyłącznie w celu zamieszczenia na nich swojej wirtualnej wizytówki, to taki rodzaj networkingu nigdy nie będzie działał.

Jeśli znajdziemy się na jakiejś stronie Internetowej, pośród tysiąca podobnych nam specjalistów, to kto nas zauważy? Jak znaleźć tego naprawdę dobrego coacha, kiedy masz niezliczony wybór? Po czym poznasz, że to właśnie ten jest najlepszy dla Ciebie? Po ocenach i postach pod wizytówką? W dzisiejszych czasach wykreowanie dobrych ocen w Internecie to pestka! Skąd mam zatem wiedzieć, że ten konkretny fachowiec, to rzeczywiście prawdziwa „złota rączka”?
Dlatego jeśli tak podchodzimy do networkingu, nie dziwmy się, że nie działa i jest bezsensowną Syzyfową pracą.

Zatem kiedy networking naprawdę działa? O tym w kolejnym odcinku!